wiosenne kostiumy i przebrania

site
Aniołowie teledyski..:)

Temat: : Dzień Wagarowicza (błagam, piszcie w tym temacie):
1) Sądzę, ze dzień Wagarowicza, to nie tylko okazja do urwania sie ze szkoły, ale też bardzo przyjemna i miła tradycja. Mam nadzieję, ze póki jestem uczennicą. zostanie...
2) Piewsze trzy godziny lekcyjne odbywają się normalnie. Następnie dwie godziny, to zebranie w auli szkolnej - konkurs na najleprzy kostium, do którego każda klasa wybiera jednego reprezentanta (a w ogóle każdy kto chce może sie przebrać w co tylko chce, niekoniecznie związaniego z dniem wiosny) i pokaz mody wiosennej (po dwóch reprezentantów z klasy).
Po zakończeniu zabaw rozpoczyna sie turniej siatkówki, przyczym każda klasa musi wystawić sześcioosobową drużynę z max 3 chłopakami, bo inaczej ma normalne lekcje.
3) Niom, lekcji mało...
Świetnie wygląda tłum ludzi w różnobarwnych strojach najróżniejszej maści (zgadnijcie, kto wpadł na pomysł przebrać sie za różowego kota X3).
4) Piewsze trzy lekcje troszkę psują efekt, jeśli ktoś ma akurat tego dnia np biologię, to raczej już nie przyjdzie, bo woli uniknąć pytania, a akurat tego dnia łatwo usprawiedliwić przed sobą i światem wagary.
I nie ukrywajmy... nasza śmierdząca sala gimnastytczna nie nadaje sie do rozgrywek piłki siatkowej. Zwłaszcza, gdy jeszcze trzeba gdzieś wcisnąc publiczność.
5) Było takie zdarzenie z gimnazjum...
W dniu 21 marca, z koleżankami poszłyśmy z lekcji, by torszkę pochodzić po centrum (akurat ciepło było). Pech chciał, że na nadzej drodze stanął strażnik miejski. A strażnicy miejscy w moim miasteczku bardzo lubia łapać wagarowiczów.
Zagadnął nas, dlaczego nie jesteśmy w szkole. Moja koleżanka wypaliła:
"Z akazji obchodów dnia wiosny, odwiedzamy zaprzyjąźnioną szkołę, by uświetnić to wydażenie występem artystycznym".
Strażnik nie bardzo uwieżył... Powiedziałyśmy, że przedtawimy mu fragment naszego repertuaru. O ile dobrze pamiętam, to zaśpiewałyśmy coś "Ich Troje" z udziałem jakichś bliżej niezdefiniowanych ruchów ciała, trochę przypominajacych taniec.
A najdziwniejsze, ze nas puścił. Nie wiem tylko czy dlatego, bo nam uwieżył, czy ponieważ go rozbawiłyśmy^^.
Źródło: forum.tanuki.pl/viewtopic.php?t=2804



Temat: Organizacja wyprawy rowerowej. Ubiór.
Ubiór i zapasy do zabrania.

Zestaw odzieży, a szczególnie bielizny i skarpet powinien być wystarczający na tyle, aby bez prania czegokolwiek zapewnić nam zmiany na czas pomiędzy dniami wolnymi w wyprawie. Przez noc zazwyczaj niewiele wyschnie, więc pranie robimy wtedy, kiedy mamy przerwę w podróży. Czyli co najmniej raz na tydzień.

Na kilkudniowej trasie musimy być przygotowani na każdą ewentualność pogodową, więc dłuższa wyprawa od krótszej będzie się różniła w zasadzie tylko ilością bielizny...

W zasadzie nie wyobrażam sobie uczestnika poważnej wyprawy który porusza się w innych niż typowo rowerowych ciuchach... A już na pewno kiedy są upały, lub kiedy jest zimno!
Zdaję sobie sprawę, że nie jest to mały wydatek, jednak wygoda, komfort jazdy i funkcjonalność powinny nas przekonać do takiej inwestycji.

Jeśli ktoś nie ma, musi szukać sobie zamienników pamiętając jednak że:
- dżinsy nie nadają się - są ciężkie i sztywne
- grube szwy w jakimkolwiek miejscu już pierwszego dnia spowodują otarcia uniemożliwiające dalszą jazdę.
- na rowerze pocimy się znacznie intensywniej niż pieszo, a wiatr powoduje znaczne chłodzenie, dlatego ubiór nie może być zbyt "ciepły", nieprzewiewny, a do tego musi dobrze odprowadzać pot. To sprzeczność, którą niweluje dopiero specjalny ubiór przeznaczony na rower.

Co powinniśmy zabrać:

- kask - bez tego nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek wyjazdu. Wywrotka może się zdarzyć w najmniej oczekiwanym czasie i miejscu. Nawet przez zwykłą nieuwagę. Kiedyś - sam nie wiem jak - koło zjechało mi z krawędzi asfaltu w piach. Zarzuciło mnie tak nieszczęśliwie, że gdyby nie kask, najprawdopodobniej nie pisałbym teraz tego...

- koszulki bawełniane - na przebranie po jeździe.

- specjalna bielizna oddychająca - nie lepi się do ciała, łatwo odprowadza pot. Latem w upały przez to czujemy się chłodniej, a kiedy jest zimno pot nas nie ziębi.

- majtki - ilość dostosowana do potrzeb. Na przebranie po jeździe. W spodenkach rowerowych z "pieluchą" jeździ się bez nich.

- skarpety - jedną parę na dzień, jeśli chcemy się cieszyć zdrowymi stopami. Są też specjalne dla rowerzystów.

- koszulka - z krótkim i długim rękawem. W proporcji 2 do 1. Nawet jeśli przewidujemy upały, z długim rękawem jest obowiązkowa.

- bluza z długim rękawem - ew. cienki polarek.

- kurtka na zimne dni - ew. polar gruby (nr 200 lub 300).

- krótkie spodenki rowerowe z "pieluchą" - mogą być z szelkami lub bez. Jak komu wygodniej. Ze dwie sztuki.

- legginsy - cienkie długie spodnie - do jazdy w chłodniejsze dni.

- spodnie długie ocieplane - jeśli planujemy wyprawę w zimne rejony lub chłodniejsze miesiące. Koniecznie [jak dla mnie] na szelkach.

- kurtka przeciwdeszczowa - musi solidnie chronić przed wiatrem i deszczem oraz odprowadzać nagromadzony pot. Zazwyczaj pod pachami ma specjalne "wywietrzniki". Po użyciu i wysuszeniu, zwinięta mieści się nawet w niedużej kieszeni.

- spodnie przeciwdeszczowe - niekonieczne, ale to nieprzyjemne jak po udach spływają kaskady zimnej wody...

- polarowa chusta pod szyję i czepek lub kominiarka pod kask- przydatne w zimne dni.

- rękawiczki - w lecie bez palców, wiosną i jesienią rowerowe długie.

- kąpielówki - opcjonalne, jednak jak się nie zabierze to na pewno będzie szereg okazji aby się wykąpać.

- buty - najlepiej wygodne typu adidas lub buty trekkingowe. Jeśli mamy pedały SPD to i specjalne do jazdy rowerem. Przydadzą się też:

- ochraniacze na buty - chroniące przed zamoknięciem i zimnem. W ostateczności można wykorzystać torebki foliowe.

- klapki lub sandały - pod prysznic i do chodzenia na piechotę.

- normalne ubranie na "po jeździe" - w którym możemy wyskoczyć na miasto i wygodnie się poruszać [bez roweru, w obcisłym kostiumie na faceta nieco "dziwnie" patrzą ]. dnia Sob 23:39, 01 Mar 2008, w całości zmieniany 1 raz
Źródło: wyprawki.fora.pl/a/a,75.html


Temat: Moja opowieść
3. Bal

- Jutro z okazji tego... eee... karnawału - mówił Jim - będzie bal. Eee... tak właśnie. Macie się przebrać... za co tam chcecie... za tych... doktorów Shrenków, spidermanów i tak dalej. A więc jutro o 16. No, to chyba wszystko.
- Karnawał wiosną? Coś mu się pomyliło, to ma być jakiś wiosenny bal - powiedziała Yumi.
- Za co się przebieracie? - zapytał Urlich
- Nie mam pojęcia - mruknął Odd - doktor Shrenk zajęty, wszystko zajęte.
- To przebierz się za "super - kota" - zaproponowała Yumi
- Ej, to nie taki zły pomysł! - poparł ja Urlich.
- Właśnie, zróbmy sobie stroje według naszych postaci w Lyoko! - Aelicie bardzo spodobał się ten pomysł.
- To co, bierzmy się do roboty - powiedziała Dahlia
- A ja? - zapytał Jeremie
- Przebierz się za komputer, będzie ci do twarzy - Odd jak zwykle wypalił ze swoim głupim pomysłem
- Wymyślimy coś, Jeremie - pocieszyła go Aelita.

Tak więc przyjaciele zabrali się do roboty. Dahlia zrobiła już kostium wróżki, a Aelita, w stroju elfa, pomagała Jeremiemu w zrobieniu stroju Franza Hoppera.
- Auu!!! - wrzasnął Urlich. Już po raz ósmy ukół się igłą podczas przygotowywania swego stroju samuraja.
- Coś ci nie idzie? - zapytał Odd, jednocześnie przewracając się na swoim długim, fioletowym ogonie.
- Spójrz na siebie - odparł Stern.
Zbawieniem dla chłopaków była Dahlia, która przyszła i właściwie musiała zrobić im całe stroje.

Następnego dnia wszyscy przyszli na bal. Sissi od razu do nich podbiegła. Na głowie miała koronę, a na ramieniu wstęgę z napisem: MISS WORLD 2006.
- Urlich, yuhu, yuhu!!!
- O nie, tylko nie ona! - powiedział Odd. Odwrócił się i chciał odejść, ale zachaczył o ogon i przewrócił się prosto pod nogi Sisi.
- Jest wygodniej, kiedy mogę nim ruszać - mruknął, jednocześnie wyciągając końcówkę ogona spod obcasa Sisi, która zachwiała się i wylądowała w ramionach Urlicha. Chłopak natychmiast ją odepchnął. Zrobił to w samą porę, po podeszła do nich Yumi w stroju gejszy. Stanęła przypadkiem na długim ogonie Odda, który właśnie chciał wstać, ale ogon pociągnął go na ziemię.
- Cześć Urlich, fajne przybranie - powiedziała Yumi, jakby nigdy nie widziała Urlicha w stroju samuraja.
- Czy mógłbym w końcu wstać? - spytał Odd, stukając pazurami w podłogę.
- A kto ci broni? - odpowiedziała Yumi
- Ty, stojąc mi na ogonie.
Yumi odskoczyła, przyzwyczajona do tego, że ogon Odda jest prawdziwy.
- Nie bolało? - zapytała, pomagając mu wstać.
- Nie jesteśmy przecież w Lyoko.
- Ale zaraz będziemy. Jest aktywowana wieża, region polarny - powiedział Jeremie.
- Kurcze, ten X.A.N.A. nie da nam ani chwili spokoju! - krzyknął Odd, kiedy zgasło światło i muzyka ucichła.
- X.A.N.A. wyłączył prąd. Ciekawe, po co...
Przez chwilę w ciemności słychać było krzyki i inne odgłosy.
- Auć! - wrzasnął Urlich, wpadając na którąś z rzędu osobę.
- Auu!
- Przepraszam!
- Odd, weź ten ogon!!!
- Z chęcią, gdybym tylko go widział!
- Pośpieszcie się!
- Sorry!
W końcu udało im się jakoś wydostać. Przez ciemne miasto pobiegli do fabryki. X.A.N.A. w tym czasie pozbawiał prądu kolejne miasta Ameryki Południowej.

Jeremie zwirtualizował przyjaciół.
- Jakoś dziwnie się czuję... - powiedziała Dahlia. Spróbowała poruszyć skrzydłami. Spojrzała w dół. Nadal stała na ziemi. Zatrzepotała mocniej.
- Opuśćcie... mnie... na... ziemię!!! - wrzasnął Odd. Dahlia odwróciła się w jego stronę i aż krzyknęła. Odd miał jej skrzydła, ale to ona nimi poruszała. Dziewczyna zastygła w bezruchu, a Odd rąbnął z całym impetem o lód.
- Auć... - wykrztusił, bo uderzenie odebrało mu na chwilę głos.
- O boże, przepraszam! - krzyknęła Dahlia, podbiegając do niego i pomagając mu wstać.
- Dobra, spoko - powiedział, a ona pocałowała go w policzek.
- Co się tam dzieje? - usłyszeli głos Jeremiego. Dahlia właśnie odwróciła głowę i z przerażeniem stwierdziła, że ogon Odda, który ona w tej chwili posiadała, ułożył się w kształt serca. Odd musiał mieć władzę nad ogonem, podobnie jak ona nad skrzydłami. Dopiero teraz zauważyła, że Odd nie miał swoich kocich łap. Spojrzała na swoje ręce, a raczej na wielkie, fioletowe łapy. Poczuła się z nimi dość głupio, choć z ulgą stwierdziła, że może nimi ruszać.
- Ehm, czy ktoś mi odpowie? - zapytał Jeremie.
Odd spojrzał na przyjaciół. Sam nie mógł wyksztusić ani słowa. Dahlia wyglądała tak, jak Odd się czuł. Urlich stał z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi ustami, Yumi, zwirtualizowana w drugiej turze, zastygła w półszpagacie, a Aelita... uśmiechała się. Wyglądało na to, że tylko ona wiedziała, co się dzieje.
- Eee... Einstein, popracuj trochę, bo przydałoby się, żebyśmy pokazywali się w Lyoko w... eee... w miarę swojej postaci... - powiedział Odd, który otrząsnął się z szoku. Yumi wstała, A Urlich ocknął się, podobnie jak Dahlia.
- Co tam się stało? - usłyszeli znowu Jeremiego.
- Przesyłam ci obraz - powiedziała Aelita.
Jeremie uśmiechnął się na widok Odda, na którego ręce widniała złota bransoletka z serduszkiem, i Dahlii, która próbowała odepchnął ogon, którym Odd łaskotał ją w policzek.
- To już nie jest sprawka ani moja, ani X.A.N.A.'y - powiedział Jeremie.
- Dahlia, pokaż eee... łapę - powiedziała Aelita - Tak myślałam.
- Co? - spytała Dahlia
- Dowiesz się już niedługo.
- Dobra, nie ma czasu, wirtualizuję wam pojazdy - powiedział Jeremie.

Aelita leciała z Yumi, a Dahlia, pozbawiona skrzydeł, z nieukrywaną przyjemnością wskoczyła razem z Oddem na deskę i objęła go mocno w pasie. Teraz ten przywilej, należący niegdyś do Aelity (która robiła to bardziej ze strachu) zarezerwowany był tylko dla Dahlii. Odd, w trosce o ukochaną, a może z innych przyczyn, przysunął ją do siebie ogonem.
- Kraby przed wami! - usłyszeli głos Jeremiego.
Po chwili przyjaciele leżeli już na ziemi, pozbawieni pojazdów. Przed nimi stały trzy kraby.
- Dahlia, puść strzałkę! - krzyknął Odd. Dahlia wycelowała, ale...
- Nie da się! - powiedziała. I nagle zrozumiała - Odd, to ty puszczasz strzałki!
- Co?
- Ty masz nad nimi władzę, tak, jak nad ogonem!
Udało im się załatwić kraba, podobnie jak Yumi i Urlichowi, ale ci drudzy wypadli z gry. Został jeszcze jeden.
- Odd, uważaj! - krzyknęła Dahlia, gdy zobaczyła, że krab celuje w niego. Zetknęła palce, a wokół Odda pojawiła się niewidzialna ściana.
W końcu udało im się pokonać "owoce morza" i wysłać Aelitę do wieży.
Przyjaciele wrócili do przeszłości.
- Aelita, ty wiesz, co tak naprawdę stało się w Lyoko, prawda?
- Tak Odd, wiem. Spójrz na swoją dłoń. To przeznaczenie...
Źródło: forumksiazki.pl/viewtopic.php?t=12336



All right reserved.
©